Panasonic Lumix GM1 - pierwsze wrażenia

Panasonic Lumix GM1 - pierwsze wrażenia17.10.2013 19:08
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
Redakcja Fotoblogia.pl

Dzięki uprzejmości firmy Panasonic Polska mieliśmy możliwość zapoznania się z Lumixem GM1 jeszcze przed jego oficjalną premierą. Nasz gościnny autor Tomasz Kulas prowadzący blog www.m43.eu, przedstawia wrażenia na temat tego aparatu.

Budowa

Wszystkie prezentowane zdjęcia powstały podczas spotkania z przedstawicielami firmy Panasonic, na miejscu, na zwykłym stole w sali konferencyjnej, z pomocą sprzętu dostarczonego przez organizatorów. Nie są to zdjęcia studyjne i ich jakość może czasem pozostawiać trochę do życzenia. Zdjęć będzie dużo, a komentarza – na początku – trochę mniej. No ale skoro każde zdjęcie mówi więcej niż 1000 słów.

Jak widać, Panasonic Lumix GM1 niemal ginie w dłoni (męskiej, rozmiar M) – mniej więcej tak samo, jak średniej wielkości aparat kompaktowy! Wbudowana lampa błyskowa podnosi się naprawdę wysoko, do tego oddalona jest od osi obiektywu. To najlepszy sposób na to, by zminimalizować ryzyko powstania “efektu czerwonych oczu”.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Zwróćcie uwagę na górną krawędź tylnej ścianki – nad dotykowym ekranem.  Znajduje się tam mechaniczne zwolnienie blokady lampy błyskowej oraz monofoniczny głośnik. Aparat świetnie prezentuje się z każdej strony. Dotykowy ekran ma duże kąty oglądania z zachowaniem wysokiej jakości obrazu, więc nie warto przejmować się tym,
że nie jest ruchomy.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Górna ścianka została świetnie zaprojektowana. Mnie najbardziej ujęło dodatkowe pokrętło do regulacji trybu ustawiania ostrości, wraz z przyciskiem funkcyjnym Fn1 w środku. Obcując z tym aparatem naprawdę ma się wrażenie, że to zaawansowana, półprofesjonalna konstrukcja, a nie jakaś zabaweczka.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Złącza: microHDMI oraz USB 2.0 ukryte są pod solidną, wygodnie otwierającą się klapką. To jeden z takich drobiazgów, w których widać dopracowanie całego aparatu.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Matryca typu 4/3 – dokładnie taka sama, jak w modelu GX7. Ale zmienione zostało mocowanie obiektywu – jego zewnętrzna “obręcz” ma teraz znacznie mniejszą średnicę. Korpus aparatu oparty jest na mocnym i równocześnie niesamowicie lekkim szkielecie magnezowym, który rozdziela się na dwie części: przednią i tylną ściankę.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Po lewej moduł migawki szczelinowej Panasonica Lumix GX7. Po prawej – migawka Lumixa GM1.

Dodatkowy uchwyt (grip)
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Uchwyt DMW-HGR1 będzie można kupić oddzielnie (za ok. 100 dolarów) lub też w komplecie z aparatem – na rynku dostępne będą różne zestawy sprzedażowe. Czy warto go dokupić?

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Cóż, rzeczywiście poprawia wygodę trzymania aparatu, ale z drugiej strony nie na tyle, by nie dało się bez niego obejść.Uchwyt zbudowany jest bardzo solidnie (całkowicie z metalu).Najważniejsza część uchwytu to karbowany, częściowo ścięty walec, za który zaczepiamy palce prawej dłoni. Wygląda to dość intrygująco, ale i w praktyce sprawdza się całkiem nieźle.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Niewątpliwie wadą tego gripa jest to, że nie wyposażono go w złącze statywowe. Zatem gdy będziemy chcieli skorzystać ze statywu, najpierw trzeba będzie odkręcić dodatkowy uchwyt.

Panasonic Lumix GM1 kontra Panasonic GX7

Panasonic GM1 kontra...

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Pod względem funkcjonalności to bardzo podobne aparaty, oczywiście z lekką przewagą Panasonica GX7. Natomiast jeśli chodzi o “rozmiarówkę” – różnica jest szokująca. Zresztą, oceńcie sami: Panasonic GX7 to mały, kompaktowy aparat.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Tylko na tym zdjęciu, w towarzystwie modelu GM1, wygląda jak jakiś gigant… Kto wie, może GM2 będzie wyposażony we wbudowany wizjer elektroniczny?

Skoro kompaktowy Panasonic LF1, zbliżony rozmiarami do GM1, wizjer posiada.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas
Panasonic Lumix GM1 i obiektywy

Obiektyw 12–32 mm wyposażony jest w mechanizm “parkowania” soczewek na czas transportu, dzięki czemu staje się wtedy niezwykle płaski, wręcz “naleśnikowy”. To bardzo prosty, wygodny i co najważniejsze skuteczny sposób ograniczenia wielkości zestawu fotograficznego! A tak wygląda Panasonic GM1 po podłączeniu “naleśnika” 20 mm f/1,7, czyli… jednego z najmniejszych obiektywów systemu Mikro Cztery Trzecie.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Mam nadzieję, że patrząc na to zdjęcie, zrozumiecie, co miałem na myśli, pokazując kilka dni temu pewną “analogię”. Nawet naleśnikowa “20-tka” wygląda na GM1 jakby była co najmniej o jeden rozmiar za duża!

Nie da się nawet płasko ustawić aparatu! Panasonic 12–32 mm jest wyraźnie mniejszy nawet niż stałoogniskowy “naleśnik” 20 mm f/1,7! To samo mocowanie, ale inna średnica. Naleśnika 20 mm też na pewno dałoby się zaprojektować w podobnym rozmiarze, ale dotychczas właśnie ta większa średnica bardziej pasowała do bezlusterkowców Panasonica. Dotychczas…

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół – białą kropkę (zamiast czerwonej), służącą do prawidłowego mocowania obiektywu. Prawdopodobnie będzie to cecha charakterystyczna nowej “rodzinki” obiektywów dla aparatów z serii GM.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Fotografowanie w praktyce

Na razie mogę potwierdzić tylko tyle, że Panasonic Lumix GM1 rzeczywiście świetnie, bardzo skutecznie i szybko ustawia ostrość i błyskawicznie reaguje na spust migawki. Jego trzymanie i obsługa zdecydowanie nie są tak wygodne, jak ma to miejsce w przypadku modelu GX7, ale nadal jest wystarczająco komfortowe. Oczywiście zupełnie inaczej wyglądać będzie sytuacja, gdy do GM1 podłączymy jakiś długi i ciężki zoom, natomiast w zestawie z mikroskopijnym 12–32 mm aparat jest świetnie wyważony i zupełnie nie męczy dłoni.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Skóropodobna wykładzina na korpusie aparatu pozwala na pewne trzymanie jedną ręką, a zamocowanie dodatkowego gripa dodatkowo w tym pomaga. Obsługa jest szybka i wygodna – głównie za sprawą dotykowego ekranu, ale nie tylko – do niemal wszystkich ustawień nadal mamy dostęp nawet wtedy, gdy uroczyście ślubujemy nigdy przenigdy z tej dotykowości nie korzystać. To naprawdę miłe, że Panasonic daje użytkownikowi taki wybór.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Podsumowanie

Nie wiem, czy ten aparat projektowany był z myślą o użytkownikach płci żeńskiej, ale jeśli tak, to ze mną jest coś nie w porządku. Bo ja się w nim naprawdę zakochałem i marzy mi się jedno – mieć go stale przy sobie, właśnie z naleśnikowym zoomem 12–32 mm. Oczywiście nie jako pierwszy i główny aparat Mikro Cztery Trzecie, z którego będę korzystał, ale właśnie jako aparat, który będę miał zawsze ze mną, gdzieś w kieszeni, całkiem pod ręką. Po pierwsze, daje on komfortową świadomość tego, że jakość zdjęć i filmów będzie w jego przypadku bardzo wysoka, zupełnie bezkompromisowa. To samo dotyczy możliwości fotograficznych i filmowych, sprawności autofokusu itd. Pod tym względem to po prostu normalny, bardzo zaawansowany aparat. Po drugie, jest bardzo ładny, a gdy się weźmie go do ręki, wrażenie jest jeszcze lepsze. To bardzo solidna, mocna konstrukcja, wygodna w obsłudze i w transporcie. Gdyby była jeszcze uszczelniona, to byłoby idealnie. Ale i tak solidność budowy pozwoli na jego długie i nawet niezbyt delikatne użytkowanie.Po trzecie wreszcie, jest wspaniale lekki i mały.

© Tomasz Kulas
© Tomasz Kulas

Żyjemy w czasach, w których smartfony robią się coraz większe, cięższe i coraz bardziej wołowate, natomiast w Mikro Cztery Trzecie tendencja jest – jak widać – odwrotna. To idealny model do roli zapasowego korpusu, który ma się zawsze w torbie, a nawet w kieszeni, a równocześnie dla wielu użytkowników może to być po prostu aparat całkiem podstawowy. W obu rolach poradzi sobie znakomicie.Na dodatek Lumix GM1 wcale nie ma być jakoś przesadnie drogi. Skoro jego cena “startuje” już obecnie z pułapu 750 dolarów, to może się okazać, że za kilkanaście miesięcy nawet w Polsce będzie go można kupić za mniej niż 2000 zł. To nadal oczywiście bardzo dużo pieniędzy, ale już nie kosmicznie i niewyobrażalnie dużo. Ja już zaczynam odkładać!


Autorem tekstu jest Tomasz Kulas - autor bloga www.m43.eu, gdzie wpis został oryginalnie opublikowany. 

Tomasz Kulas - od lat próbuje łączyć dwie pasje: fotografię i nowe technologie. Aktualnie angażuje się przede wszystkim w prowadzenie portalu CHIP.PL, ale jest także redaktorem miesięczników CHIP i DIGITAL FOTO VIDEO. Prowadzi też bloga m43.eu, poświeconego wyłącznie zagadnieniom związanym z systemem Mikro Cztery Trzecie. Organizator Fotospacerów po Warszawie.


Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)