Proste zdjęcia o prostym życiu? "Boiko" Jana Brykczyńskiego

W 2009 roku fotograf trafił do wioski w ukraińskich Karpatach. Przez kolejne kilka lat wracał tam regularnie, aby budować relację z jej mieszkańcami i móc opowiedzieć własną historię. "Tematy, które podejmuję, wynikają w moich wewnętrznych potrzeb. Mieszkając całe życie w mieście, czułem, że znam centrum, specyfikę życia w aglomeracji, dlatego chciałem poczuć peryferia, poznać takich ludzi jak oni. Kiedy tam trafiłem, początkowo moi bohaterowie patrzyli na mnie jak na kogoś z innej planety. Dla nich nie do pomyślenia był człowiek, który jedzie samochodem setki kilometrów, żeby porobić sobie zdjęcia" - opowiada fotograf.
W 2009 roku fotograf trafił do wioski w ukraińskich Karpatach. Przez kolejne kilka lat wracał tam regularnie, aby budować relację z jej mieszkańcami i móc opowiedzieć własną historię. "Tematy, które podejmuję, wynikają w moich wewnętrznych potrzeb. Mieszkając całe życie w mieście, czułem, że znam centrum, specyfikę życia w aglomeracji, dlatego chciałem poczuć peryferia, poznać takich ludzi jak oni. Kiedy tam trafiłem, początkowo moi bohaterowie patrzyli na mnie jak na kogoś z innej planety. Dla nich nie do pomyślenia był człowiek, który jedzie samochodem setki kilometrów, żeby porobić sobie zdjęcia" - opowiada fotograf.
Źródło zdjęć: © © Jan Brykczyński
Piotr Kała

15.06.2014 14:24, aktual.: 26.07.2022 19:55

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

"Boiko" to opowieść o życiu na wsi, jakiej - zdaje się - już nie ma. A jednak Jan Brykczyński odnalazł i przedstawił własną wizję świata w ukraińskich Karpatach.

Z czasem autor zdjęć wszedł w klimat swoich bohaterów. "Słyszałem o pewnej babci, która podobno rzuca urok. Kiedy do niej trafiłem, starałem się jej nie podpaść. Zastanawiałem się, skąd taki skansen niemalże w środku Europy. Odpowiedź jest prosta: bieda, która zakonserwowała ich styl życia. Ale gdyby mieli wybór, zapewne ich życie wyglądałoby inaczej" - wspomina Jan Brykczyński.
Z czasem autor zdjęć wszedł w klimat swoich bohaterów. "Słyszałem o pewnej babci, która podobno rzuca urok. Kiedy do niej trafiłem, starałem się jej nie podpaść. Zastanawiałem się, skąd taki skansen niemalże w środku Europy. Odpowiedź jest prosta: bieda, która zakonserwowała ich styl życia. Ale gdyby mieli wybór, zapewne ich życie wyglądałoby inaczej" - wspomina Jan Brykczyński.© © Jan Brykczyński
"Nie można jednocześnie powiedzieć, że są oni zupełnie odcięci od tego, co dzieje się dookoła. Niemal wszyscy mają komórki, młodzież ubiera się współcześnie, a wiejskimi drogami jeżdżą samochody. Świat dociera do nich za pomocą telewizora, którego jednak świadomie nie chciałem pokazywać".
"Nie można jednocześnie powiedzieć, że są oni zupełnie odcięci od tego, co dzieje się dookoła. Niemal wszyscy mają komórki, młodzież ubiera się współcześnie, a wiejskimi drogami jeżdżą samochody. Świat dociera do nich za pomocą telewizora, którego jednak świadomie nie chciałem pokazywać".© © Jan Brykczyński
Brykczyński tak wspomina pracę z mieszkańcami wioski: "Kiedy pytałem moich bohaterów, czy mogę zrobić im zdjęcie, odpowiadali: »Możesz mnie sfotografować, ale muszę się przebrać«. Oni pozowali do zdjęć, tak jak to się robiło kiedyś. Musieli wyglądać godnie i poważnie. Za każdym razem, gdy do nich wracałem, miałem ze sobą plik odbitek. Dawałem im je w zamian za pozowanie".
Brykczyński tak wspomina pracę z mieszkańcami wioski: "Kiedy pytałem moich bohaterów, czy mogę zrobić im zdjęcie, odpowiadali: »Możesz mnie sfotografować, ale muszę się przebrać«. Oni pozowali do zdjęć, tak jak to się robiło kiedyś. Musieli wyglądać godnie i poważnie. Za każdym razem, gdy do nich wracałem, miałem ze sobą plik odbitek. Dawałem im je w zamian za pozowanie".© © Jan Brykczyński
Brykczyński świadomie zdecydował się na autorską wizję rzeczywistości, którą tam zastał. "Zdjęcia, które robiłem moim bohaterom, nie są wykonane z bliskiej odległości. Są statyczne, centralnie komponowane - to świadomy wybór. Te fotografie nie są po prostu zapisem rzeczywistości, nie mają też pokazywać tamtejszego folkloru. Są subiektywną, wyidealizowaną wizją. Jeśli chodzi o edycję, to nie ma tu też linearnej opowieści. Najważniejsze jest wrażenie, jakie robią zdjęcia. Chciałem, żeby odbiorca uwierzył w historię, którą mu opowiadam, nawet jeśli istnieje ona tylko w mojej głowie".
Brykczyński świadomie zdecydował się na autorską wizję rzeczywistości, którą tam zastał. "Zdjęcia, które robiłem moim bohaterom, nie są wykonane z bliskiej odległości. Są statyczne, centralnie komponowane - to świadomy wybór. Te fotografie nie są po prostu zapisem rzeczywistości, nie mają też pokazywać tamtejszego folkloru. Są subiektywną, wyidealizowaną wizją. Jeśli chodzi o edycję, to nie ma tu też linearnej opowieści. Najważniejsze jest wrażenie, jakie robią zdjęcia. Chciałem, żeby odbiorca uwierzył w historię, którą mu opowiadam, nawet jeśli istnieje ona tylko w mojej głowie".© © Jan Brykczyński
Brykczyński docenia możliwość, jaką dało mu obcowanie z Bojkami. "Dzięki nim nabrałem dystansu do życia i spraw, za którymi codziennie gonimy. Pozbyłem się wrażenia, jakie miałem jeszcze niedawno, żyjąc w mieście: że żyję pod kloszem".
Brykczyński docenia możliwość, jaką dało mu obcowanie z Bojkami. "Dzięki nim nabrałem dystansu do życia i spraw, za którymi codziennie gonimy. Pozbyłem się wrażenia, jakie miałem jeszcze niedawno, żyjąc w mieście: że żyję pod kloszem".© © Jan Brykczyński
BOIKO
BOIKO© © Jan Brykczyński

Zdjęcia: Jan Brykczyński

Teksty: Taras Prokhasko
Projekt: Ania Nałęcka / Tapir Book Design

85 stron, 37 kolorowych zdjęć

Twarda oprawa

230 x 210mm

Nakład całkowity w języku angielskim: 600 egzemplarzy

Wydanie specjalne książki: 50 numerowanych egzemplarzy z sygnowaną odbitką

Cena wersji regularnej książki: 45 euro/190 zł + koszty wysyłki

Artykuł jest relacją z premiery książki, która odbyła się 12 czerwca w Warszawie.
Artykuł jest relacją z premiery książki, która odbyła się 12 czerwca w Warszawie.© © Jan Brykczyński

W 2009 roku fotograf trafił do wioski w ukraińskich Karpatach. Przez kolejne kilka lat wracał tam regularnie, aby budując relację z jej mieszkańcami, opowiedzieć własną historię:

  • Tematy, które podejmuję wynikają w moich wewnętrznych potrzeb. Mieszkając całe życie w mieście, czułem, że znam centrum, specyfikE życia w aglomeracji, dlatego chciałem poczuć peryferia, poznać takich ludzi, jak oni. Kiedy tam trafiłem, początkowo moi bohaterowie patrzyli na mnie, jak na kogoś z innej planety. Dla nich nie do pomyślenia był człowiek, który jedzie samochodem setki kilometrów, żeby porobić sobie zdjęcia - opowiada fotograf.

Z czasem autor zdjęć wszedł w klimat swoich bohaterów.

  • Słyszałem o pewnej babci, która podobno rzuca urok. Kiedy do niej trafiłem, starałem się jej nie "podpaść". Zastanawiałem się skąd taki skansen niemalże w środku Europy i odpowiedź jest prosta: bieda, która zakonserwowała ich styl życia. Ale gdyby mieli wybór, zapewne ich życie wyglądałoby inaczej.
  • Nie można jednocześnie powiedzieć, że są oni zupełnie odcięci od tego, co dzieje się dookoła. Niemal wszyscy mają komórki, młodzież ubiera się współcześnie, a wiejskimi drogami jeżdżą samochody. Świat do nich dociera za pomocą telewizora, którego jednak świadomie nie chciałem pokazywać.

Autor zdjęć wspomina pracę z mieszkańcami wioski:

  • Kiedy prosiłem moich bohaterów o możliwość zrobienia im zdjęcia, odpowiadali: "Możesz mnie sfotografować, ale muszę się przebrać". Oni pozowali do zdjęć, jak to się robiło kiedyś. Musieli wyglądać godnie i poważnie. W zamian za pozowania za każdym razem, gdy do nich wracałem, miałem ze sobą plik odbitek, które im dawałem.

Autor świadomie zdecydował się na autorską wizję rzeczywistości, którą tam spotkał.

  • Zdjęcia, które robiłem moim bohaterom nie są zrobione ze zbyt bliskiej odległości, zdjęcia są statyczne, a kompozycja często centralna, to świadomy wybór. Nie chciałem też pokazywać konkretnych ludzi, zdjęcia te nie są po prostu zapisem rzeczywistości, są subiektywną, wyidealizowaną wizją. Jeśli chodzi o edycję, wybór zdjęć, to nie ma tu też linearnej opowieści, najważniejsze są tu doznania wrażeniowe. Zdjęcia nie mają pokazywać folkloru, sielankowego wiejskiego życia. Chciałem, żeby odbiorca uwierzył w historię, którą mu opowiadam, nawet jeśli istnieje ona tylko w mojej głowie.

Jan docenia możliwość, jaką dało mu obcowanie z Bojkami:

  • Dzięki nim nabrałem dystansu do życia i spraw, za którymi codziennie gonimy. Pozbyłem się wrażenia, jakie miałem jeszcze niedawno żyjąc w mieście, że żyję pod kloszem.

BOIKO

Zdjęcia: Jan Brykczyński

Teksty: Taras Prokhasko
Projekt: Ania Nałęcka / Tapir Book Design

85 stron, 37 kolorowych zdjęć

twarda oprawa

230 x 210mm

Nakład całkowity w języku angielskim: 600 egzemplarzy

Wydanie specjalne książki: 50 numerowanych egzemplarzy z sygnowaną odbitką

Cena wersji regularnej książki: 45 EUR/190 zł + koszty wysyłki

Tekst artykułu jest relacją z premiery książki.

Źródło artykułu:WP Fotoblogia
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)