Pierwsza wersja aparatu wielkoformatowego Gilesa Clementa była wykonana z drewna, a miech się nie składał. Po 1,5 roku fotograf stwierdził, że trzeba wykonać coś porządniejszego i wziął się za budowę konstrukcji z metalu wraz ze składanym miechem. Kosztowało to sporo pracy i aż 6 tygodni wolnego czasu.
Nowa, ulepszona konstrukcja została wycięta z metalu maszynowo. Urządzenie to spore kompendium oparte na szynie. Umożliwia przednie i tyle manipulowanie pokłonami za pomocą skręcanego mechanizmu. Matówka jest wyciągana przy pomocy specjalnych gałek, a uczulona pływa kolodionowa wsuwana jest od boku. Całość waży 15 kilogramów i ma około 120 centymetrów długości. Na powyższym filmiku widzicie, jak wygląda sam proces, chociaż trzeba tu zaznaczyć, że jest on przedstawiony na prototypie.
Jeśli Giles ma ochotę fotografować techniką negatywową lub na papierze, to może to zrobić bez problemu wykorzystując specjalne redukcje i kasety. Obiektyw zamocowany do aparatu to Goerz Dogmar 500 mm f/4.5 z 1918 roku. Oprócz tego, fotograf dysponuje jeszcze szkłami 350 mm f/16 (szeroki kąt) oraz 737 mm f/8.
Trzeba przyznać, że ten sprzęt robi wrażenie, a jego konstruktor potrafi go w pełni wykorzystać. Zobaczcie te piękne i proste portrety, które Giles wykonuje w domowym studio. Coś pięknego!