Zagubiony Nikon przepłynął 1770 km aż nienaruszony dopłynął do Florydy!

Czy zdarzyło Wam się kiedyś wyłowić coś z morza, np. butelkę z listem? Strażnik przybrzeżny z Florydy znalazł na brzegu coś o wiele lepszego - kompakt Nikona L18 w wodoszczelnej obudowie. Aparat był nienaruszony i wyświetlał zdjęcia oraz dziwny film nakręcony podczas podróży. Znalazca rozpoczął długi proces w celu odkrycia właściciela. W końcu okazało się, że aparat przez pół roku przepłynął 1770 km! Kompakt jest już w drodze do osoby, która go zgubiła. Jak do tego doszło?

Zagubiony Nikon przepłynął 1770 km aż nienaruszony dopłynął do Florydy! 1

Szczegóły tej fantastycznej historii ujawnił dziś The Associated Press. Trzeba przyznać, że rzeczywiście zawiera ono sporo ciekawych wątków. Przede wszystkim samo znalezienie właściciela było nie lada problemem. Zdjęcia w aparacie przedstawiały rodzinę siedzącą na kanapie, mężczyzn w strojach płetwonurków i parę podwodnych ujęć. Na tym trop się urywał. Strażnik przybrzeżny, który odnalazł kompakt, postanowił jednak za wszelką cenę odnaleźć właściciela zguby. Zdjęcia zamieścił na portalu dla nurkujących Scubaboard.com, w nadziei, że ktoś rozpozna kadry z Nikona. Po kilku dniach tropy internetowego śledztwa zaprowadziły go do Aruby, holenderskiej wyspy przy wybrzeżu Wenezueli. Na jednym ze zdjęć widoczny jest ogon samolotu, na którym widnieje numer - wskazywał on właśnie na tę lokację. Następnym etapem był sygnał od osoby zamieszkującej Arubę, która na zdjęciach rozpoznała dzieci z klasy swojego syna. Tak, po nitce do kłębka, strażnik z Florydy dotarł do Dicka de Bruin - właściciela aparatu, który zgubił go podczas nurkowania.

Zagubiony Nikon przepłynął 1770 km aż nienaruszony dopłynął do Florydy! 2

Na tym jednak nie koniec ciekawostek. Sama podróż aparatu wydaje się fascynująca. Okazuje się, że trwała pół roku, a kompakt pokonał odległość w sumie 1.100 mil czyli około 1770 km! The Associated Press poprosiło o wypowiedź eksperta, który potwierdził, że przy korzystnych prądach było to możliwe. W dodatku na wysokości Hondurasu aparat zarejestrował także film. Prawdopodobnie uruchomił go żółw morski, który pomylił Nikona z pożywieniem.

Dick de Bruin, pechowy płetwonurek, zdążył już pogodzić się ze stratą aparatu. Jego znalazca, po wytropieniu właściciela, przesłał mu jednak aparat FedEx'em. Historia zakończyła się happy endem i wygląda na to, że nie ma przeszkód, by Holender dalej używał Nikona. Kompakt bowiem przez swoją półroczną podróż zachował się w stanie nienaruszonym. Jedynie obudowa nosiła oznaki spędzenia wielu miesięcy w wodzie.

Zdjęcia z aparatu, które w celu znalezienia jego właściciela umieścił w sieci strażnik z Florydy znajdziecie tu.

W dobie internetu odkrycie historii wyłowionego kompakta nie było takie trudne, ale jest to jeden z tych przypadków, gdy wbudowana w aparacie opcja geotagowania zdjęć okazuje się naprawdę przydatna :)

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!