Wzornictwo stosowane w korpusach dalmierzowych Leica jest czymś po prostu pięknym. Pamiętam moją pierwszą styczność z tymi aparatami – była to Leica M6. Od tamtego czasu wzornictwo nie przeszło rewolucji, a zaledwie delikatny lifting. Bryła jest jednocześnie obła i kanciasta. Korpus jest ciężki, solidny – i taki ma być.
Współczesne aparaty pokroju modeli Leica M10 czy Leica Q2 wciąż czerpią z tradycji firmy i zamiłowania do surowego designu. Wciąż dominuje metal i skórzane obicia. Wciąż na aparacie widnieje czerwona kropka podsumowująca lata pracy nad korpusami linii M, które zaczęły się w 1954 roku za sprawą modelu Leica M3. Leica M2 powstała w 1957, a Leica M1, z której wzornictwo jest stosowane do dziś, dopiero w 1959 roku.
A masterpiece in the making – your Leica M10.
Współczesna Leica M10, chociaż już nie jest tradycyjnym aparatem dalmierzowym, z tradycją firmy wiele ma wspólnego. Aparat jest ręcznie składany, czuć w nim ducha inżynierów oraz niemiecką precyzję – wszystko jest spasowane idealnie. Tu nie ma miejsca na niedociągnięcia. Nie ma się czemu dziwić. W końcu konsument płaci za ten aparat krocie.
Chociaż przy kupnie Leiki nie chodzi o sam aparat. To biżuteria, to styl życia i luksus, na który nie może pozwolić sobie wiele osób, bo jednak zapłacenie 34 tysięcy (bez 100) złotych za aparat, który w testach nie jest najlepszym wyborem na rynku i nie ma autofokusa, to po prostu dużo.
Wiem, że u mnie ten aparat nigdy nie zagości, ale być może wspomniana Leica M6 z obiektywem 35 mm f/1.4 tak. Czas pokaże. Póki co – zostaje tylko wzdychanie i oglądanie filmiku, który zwieńczony jest montowaniem legendarnej czerwonej kropki.