Według różnych szacunków na wiecu, który odbył się 24 października 1956 r., zebrało się ok. 400 tys. ludzi. Gomułka mówił do zgromadzonych: W ciągu ubiegłych lat nagromadziło się w życiu Polski wiele zła, wiele nieprawości i bolesnych rozczarowań. Idee socjalizmu, przeniknięte duchem wolności człowieka i poszanowania praw obywatela, w praktyce ulegały głębokim wypaczeniom. Słowa nie znajdowały pokryć w rzeczywistości.
Płomienne przemówienie zostało nagrodzone gromkimi brawami. Marek Kietliński i Artur Pasko wskazywali w książce "Na Fali Października 1956 roku", że Gomułka wydawał się odpowiednim kandydatem na trudne czasy i mógł liczyć na ogromną przychylność społeczeństwa.* Większość zapomniała już, że był jednym z budowniczych Polski Ludowej. Jego legendę budował fakt, że potrafił przeciwstawić się Stalinowi, nawet za cenę utraty wolności i zagrożenia życia* – pisali.
Polacy liczyli, że wybór Gomułki pozwoli złagodzić reżim komunistyczny oraz zmniejszy zależność Warszawy od Moskwy. Kolejne lata pokazały jednak, że były to płonne nadzieje. Niemniej ówczesna wierchuszka zdawała sobie sprawę z potrzeby zmian. Cztery miesiące przed przemówieniem Gomułki, 28 czerwca 1956 r., wybuchł strajk w Poznaniu, który z ekonomicznego przerodził się momentalnie w polityczną manifestację pod hasłem "Chleba i wolności".
Władze postanowiły brutalnie stłumić zamieszki, co zrodziło kolejne napięcia społeczne. Nie chcemy reżimu sowieckiego i komunizmu. My chcemy chleba, domagamy się podwyżki płac – głosił fragment tekstu na ulotce, kolportowanej w jednej z gmin powiatu kętrzyńskiego. Kierownictwo PZPR zdało sobie sprawę, że jedynym człowiekiem , który może zapewnić w tej sytuacji utrzymanie systemu komunistycznego w Polsce jest towarzysz "Wiesław", czyli Władysław Gomułka. Chociaż wydarzenia z października 1956 r. przyczyniły się do zmian wewnętrznych i liberalizacji systemu, zaczęto stopniowo odchodzić od tych założeń już na początku kolejnego roku.
Adam Gaafar, dziennikarz Fotoblogii