Gerdar Ólafs jest fotografem, który uwielbia latać dronami. Wybuch wulkanu niedaleko Reykjaviku był doskonałą okazja, by nagrać ciekawy film. Po 15 minut podróży samochodem, Ólafs rozpakował sprzęt i był gotowy nagrać kilka ujęć.
O ile filmy, które pokazują czynny wulkan z daleka lub są szybkimi przelotami nad lawą, nie zrobiły nic złego dronowi, to ten pokazujący krater już tak. Właściwie samo nagranie jest naprawdę interesujące wizualnie i niesamowitym jest to, że współczesna technologia praktycznie bez większego wysiłku pozwala nam na takie kadry. Jednak każdy operator powinien wziąć pod uwagę niebezpieczeństwo.
Ólafs postanowił zarejestrować spojrzenie dron bezpośrednio w sam środek wulkanu. Jak widać na załączonych obrazkach – nie pomyślał o temperaturze lawy, które spokojnie przekracza 1000 stopni Celsjusza. W efekcie stopiły się czujniki drona oraz światełka. Co ciekawe – samo urządzenie wciąż lata i jest w stanie nagrywać.
Więcej zdjęć i filmów znajdziecie na Instagramie artysty.