Wyspy San Juan są urokliwe. Mimo tego, że dzielą nazwę ze stolicą Portoryko oraz pięknymi miejscami w Hiszpanii, nie mają z nimi wiele wspólnego. No, może poza przepięknymi krajobrazami i ludźmi z aparatami. Właśnie ten ostatni czynnik okazał się zapalnikiem do bardzo burzliwej dyskusji.
Kilka lat temu w sieci pojawiło się mnóstwo zdjęć z archipelagu. Po tym, jak rozeszły się wiralowo w mediach społecznościowych, wyspy nabrały znacznej rozpoznawalności. Nietrudno się domyślić, że bardzo szybko wręcz zaroiły się od turystów. A tam, gdzie turyści, tam hałas, śmieci i degradacja natury.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOCzy warto kupić stację dysków zewnętrznych WD MyBook Duo 44TB?
W 2018 r. pisaliśmy o zapierającym dech w piersi zdjęciu autorstwa Kevina Ebi. Kadr przedstawia bielika amerykańskiego, który próbuje wykraść upolowanego przez rudego lisa królika. Kadr jest naprawdę genialny, a takie sytuacje zdarzają się bardzo często, przynajmniej w większości miejsc, ale nie na wyspach San Juan. Lisy, króliki i orły urzędują tam stale.
Fotografowie zjeżdżają się na wyspy ze wszelkich stron świata, ganiają za lisami i innymi zwierzętami. Nie podoba się to mieszkańcom wyspy, którzy regularnie starają się przegonić artystów. Zależy im na spokoju zwierząt i chcą, by cały ekosystem mógł funkcjonować bez zarzutu. Poza tym fotografowie są dość uciążliwi dla ludzi. Zaburzają mieszkańcom spokój.
"Lisia wojna" trwa w najlepsze. Mieszkańcy chcą na dobre przepędzić fotografów, chociaż są i tacy, którzy na turystach zarabiają krocie. Władze parków narodowych wprowadziły obostrzenia mówiące o tym, że ludzie muszą trzymać się od zwierząt w odległości co najmniej 20 metrów. Końca konfliktu nie widać.
Ta sytuacja podkreśla to, że myśląc o fotografowaniu piękna przyrody, zawsze musimy mieć na uwadze obowiązujące w danym miejscu zasady. Przede wszystkim trzeba stosować się do lokalnego prawa oraz szanować mieszkańców, jak i całe otoczenie.