Doskonałe ujęcie pioruna. Widać, jak ładunki się łączą

Potężny piorun łączący się z wyładowaniem o przeciwnym ładunku wychodzącym z piorunochronu.
Potężny piorun łączący się z wyładowaniem o przeciwnym ładunku wychodzącym z piorunochronu.
Źródło zdjęć: © INPE
Marcin Watemborski

16.03.2023 09:51

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Naukowcy z Brazylijskiego Narodowego Instytutu Badań Kosmicznych (INPE) zrobili genialne zdjęcia. Zobaczymy na nim piorun i chwilę, w którym wyładowanie górne łączy się z dolnym. Zjawiskowe ujęcie powstało dzięki wykorzystaniu kamery z ekstremalnie wysokim klatkażem.

W rzeczywistości opublikowane zdjęcie jest stopklatką z nagrania zrealizowanego z prędkością 40 000 kl./s. Umożliwiło to wykorzystanie specjalnej kamery skonstruowanej przez zespół badawczy z Brazylii.

Marcelo Saba oraz Diego Rahomonn z INPE mówią, że kamera musiała być ustawiona w odpowiednim miejscu, by zarejestrować widowiskowe uderzenie. Scena została nagrana w Sao Jose dos Campos i pokazuje ujemnie naładowany piorun zmierzający w kierunku ziemi z prędkością 370 km/s.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Naukowcy tłumaczą, że zbliżający się piorun o ujemnym ładunku wytwarza dodatni ładunek idący z kierunku ziemi i na pewnym etapie się łączą, co udało się właśnie sfotografować. Pojedyncza klatka z filmu została zarejestrowana z czasem naświetlania 1/25 000 s – tuż przed złączeniem ładunków.

Eksperci mówią, że jedynie podczas ok. 20 proc. uderzeń wszystkich piorunów dochodzi do wymiany ładunków między chmurami a ziemią, co stanowi zaledwie jedną piątą wszystkich wyładowań. Pozostałe 80 proc. zachodzi wewnątrz formacji burzowej. Jednocześnie zwracają uwagę na to, że odwrócone wyładowania wychodzące z ziemi w kierunku chmur są bardzo rzadkie i przeważnie dotyczą bardzo wysokich gór, anten, wież czy drapaczy chmur.

Pojedynczy piorun może mieć długość nawet 100 km i nieść ze sobą natężenie dochodzące nawet do 30 tys. amperów. Przeważnie jednak to waha się między 10, a 20 tys. amperów. Wyobraźcie sobie 30 tys. 100-watowych żarówek, które rozbłyskują w jednym momencie, a będziecie mieli pogląd na potęgę natury podczas burzy.

Wraz ze wspomnianym natężeniem prądu idzie rozgrzane powietrze. To wynosi nawet 30 tys. stopni Celsjusza, czyli aż pięciokrotnie więcej niż temperatura Słońca. To właśnie dlatego wyładowania elektryczne są tak niebezpieczne i niosą ze sobą możliwość zapłonu – zwłaszcza gdy uderzą w drzewo, co wygląda bardzo zjawiskowo.

Marcin Watemborski, redaktor prowadzący Fotoblogii

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)