Najprostsza droga na najsłynniejsze okładki? Wikipedia

David Miller z senatorem Jimem McGreevey'em (fot. na lic. CC BY 2.0 / Flickr / David Shankbone)
David Miller z senatorem Jimem McGreevey'em (fot. na lic. CC BY 2.0 / Flickr / David Shankbone)
Piotr Dopart

15.05.2012 09:00, aktual.: 26.07.2022 20:33

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Choć intuicja i organizacje zbiorowej ochrony praw autorskich podpowiadają, że rozdawanie swoich zdjęć za darmo to prosta droga do śmierci głodowej i skazania się na zapomnienie przez niewdzięczny Internet, to istnieje przynajmniej jeden przykład świadczący, że może być dokładnie odwrotnie. David Miller (znany szerzej pod pseudonimem David Shankbone) trafił ze swoimi zdjęciami m.in. na okładkę "Vanity Fair" i wielu innych wysokonakładowych wydawnictw, a wszystko to dzięki udostępnianiu swoich prac na licencji Creative Commons.

PetaPixel opisuje historię Millera, nazywając fotografa być może jednym z najbardziej wpływowych fotoreporterów w nowych mediach, podkreśla też , że jego prace podziwiać można było m.in. w "New Yorkerze", "Forbesie", magazynie "The Economist" i w wiadomościach Bloomberga. Tymczasem w przeciwieństwie np. do innego "okładkowego" portrecisty, Platona, Shankbone nie jest nawet profesjonalnym fotografem!

David "Shankbone" Miller w rzeczywistości pracuje w dziale prawnym przy Wall Street, a jego jedyną metodą promowania swojej pracy "dorywczej" jest najsłynniejsza internetowa encyklopedia. Zdjęcia "Shankbone'a" od początku fotograficznej działalności w 2006 roku ozdobiły przeszło 5000 artykułów na Wikipedii - biogramy aktorów, polityków i szeroko rozumianych celebrytów. Pierwsze zdjęcia robione były zwykłym kompaktem otrzymanym w prezencie gwiazdkowym od siostry.

Flickrowy stream Millera jest ogólnodostępny, a sam autor pisze na swojej stronie internetowej, że nie rości sobie wyłącznych praw do żadnej z fotografii - apeluje jedynie o poszanowanie praw osobistych postaci ukazanych na zdjęciach. Poza tym "Shankbone" nie żąda żadnej gratyfikacji; sam mówi, że bardziej zależy mu na doświadczeniu niż na wynagrodzeniu, zresztą cytowana przez niego rozmowa z pewną osobą na przyjęciu dobrze ukazuje jego tok rozumowania:

Gdy powiedziałem, że rozdaję swoje zdjęcia za darmo, [kobieta] spojrzała na mnie i zapytała: "A to z jakiego powodu?", na co odpowiedziałem: "Co robiłaś w zeszły wtorek?". Odrzekła, że wróciła późno do domu po pracy i obejrzała odcinek serialu "Law and Order". Powiedziałem wtedy: "Ja w ubiegły wtorek byłem na czterogodzinnej kolacji z Augustenem Burroughsem, a potem zrobiłem mu zdjęcie. Nie zarobiłem na tym ani grosza, ale i tak uważam, że to była niezła wtorkowa noc". Uśmiechnęła się, już rozumiała, co miałem na myśli.

Postawa Millera to prawdziwy koszmar wszelkiej maści uzwiązkowionych profesjonalistów, szczególnie takich, którzy nawołują do uregulowania rynku fotograficznego, aby tylko zrzeszeni twórcy mieli prawo do publikowania swojej pracy (nie będę pokazywał palcem, przynajmniej nie dziś). Jednak protesty przeciw osobom pokroju "Shankbone'a" to zwykłe popychanie wody grabiami pod zglobalizowaną, opartą na zupełnie innej filozofii górę sposobu myślenia o fotografii. Miller nie rości sobie prawa do bycia określanym profesjonalistą - jest pasjonatem, którego hobby dało mu niespodziewany rozgłos, a jednocześnie sygnałem, że wielu zawodowców zabiera się do problemu od [pewne czteroliterowe słowo] strony.

Jeśli ktoś zostaje fotografem, zakładając, że będzie to robił tylko dla pieniędzy, i doskonale opanowuje technikalia, wykazując się jednocześnie ignorancją w dziedzinie idei lub też bezrefleksyjnie powtarzając artystowskie formułki, czyni dokładnie taką samą krzywdę rynkowi jak zalew amatorszczyzny w złym wydaniu. Oba te podejścia łączy fałszywe przekonanie o własnej nieomylności, a przecież na profesjonaliście powinna ciążyć dużo większa odpowiedzialność za czyny i słowa niż na amatorze. Tymczasem najgłośniej protestują ci "uzwiązkowieni", którzy w porównaniu z niezrzeszonymi oferują często jedynie lepszą armatę, a nie ten najważniejszy aparat - rozum.

Źródło: PetaPixel

Źródło artykułu:WP Fotoblogia
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)