Oczywiście nie twierdzę, że aparaty premium sprzed kilku lat to złe konstrukcje! W końcu to właśnie nimi robione były okładki niejednego magazynu, Nikony D300s czy Canony 7D ochoczo pracowały (i pewnie dalej spełniają swoją rolę z powodzeniem) na meczach, ale obecnie nawet tańsze modele dadzą lepszą jakość zdjęć. Przed zakupem aparatu warto przeanalizować czy naprawdę zależy nam na lepszej ergonomii, szybszym autofokusie i lepszym wykonaniu, czy jednak pierwsze skrzypce odgrywa jakość zdjęć. Nie wiem jak Wy, ale ja aparat trzymam głównie w torbie, nie chodzę po dżungli, a dobrze zrobiony plastikowy korpus byłby dla mnie w zupełności wystarczający. Stojąc przed wyborem lepszego wykonania, a lepszej jakości zdjęć, to właśnie efekt końcowy byłby dla mnie priorytetem. Klient dostaje właśnie finalny obraz i nie obchodzi go to, czy fotografia została zrobiona plastikowym, czy magnezowym korpusem i ilu kół nastaw musiałem użyć, żeby to zdjęcie powstało. Trzeba przy tym pamiętać, że nie fotografuję sportu, a szybkość 4 czy 7 kl./s, dla mnie nie ma większego znaczenia. Oczywiście są osoby, dla których to właśnie ilość klatek na sekundę czy możliwość wejścia z aparatem do bagna będzie ważniejsza od szumów przy ISO 3200, ale tak, jak wspomniałem na początku artykułu - trzeba mierzyć siły na zamiary. Gdybym w tym momencie miał mocno ograniczony budżet, ale chciałbym robić zdjęcia podobne do tych, które robię w tym momencie, wybrałbym najtańszy korpus o jak najlepszej jakości obrazu, a resztę przeznaczyłbym na obiektywy. Mając 5000 zł, mógłbym kupić Nikona D3200, 35 mm f/1.8, 50mm f/1.8, 85mm f/1.8 i zostałoby jeszcze trochę grosza na torbę, karty lub lampę. Za podobną kwotę kupiłbym szybkostrzelnego D300s, ale bez żadnego obiektywu, który tak czy inaczej dałby gorszą jakość zdjęć, a obrazy miałyby dwukrotnie mniej pikseli.