Zobaczcie Wojciecha Plewińskiego!
Kiedy ktoś mnie pyta o ulubionych polskich fotografów, wymieniam jedynie kilku artystów. Nie dlatego, że ich nie cenię. Może dlatego, że zbyt wielu nie znam, może dlatego, że moje popowe poczucie estetyki jest dość zamknięte dla polskiej szkoły fotografii, a może dlatego, że to, co bliskie, jest mniej interesujące, mniej egzotyczne, osiągalne. Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. W każdym razie zawsze wymieniam na pierwszym miejscu nazwisko Wojciecha Plewińskiego.